“Miękkie Lądowanie”

IMG_0832

Podczas jednego z pierwszych lotów samolotem przekonałem się, że we współczesnym lotnictwie jest jeszcze wiele do zrobienia. Przypomnijcie to sobie, często tuż przed lądowaniem samolot trzeszczy, niepewnie buja się na lewo i prawo, aż w końcu mniej lub bardziej twardo siada na betonie. Czasem nawet tak twardo, że zestresowani pasażerowie aby dać upust swoim nerwom zaczynają klaskać.

Przesiadka w Stanach, mimo że krótka, dała mi do myślenia. W trakcie jednego popołudnia zdążyłem odczekać swoje dwie godziny w oczekiwaniu na wpuszczenie do kraju, a w miejskim autobusie naoglądałem się widoków, jakich próżno szukać w krajach Ameryki Łacińskiej. Komunikacja publiczna w USA ma to do siebie, że zwykle korzystają z niej ci, których nie stać na samochód. A jeżeli ktoś w Stanach nie może sobie pozwolić na zakup własnego pojazdu to najprawdopodobniej dlatego, że w jakimś tam stopniu mu się w życiu nie powiodło. Podróż autobusem często odbierana jest negatywnie, nawet do tego stopnia, że przejażdżka Greyhoundem ma opinię uwłaczającej.

Wróćmy jednak do popołudnia we Fort Lauderdale na Florydzie. Pierwszą osobliwością jaką spotkałem był murzyn w różowym czepku do pływania na głowie. Gumowym. Szybko sobie to wytłumaczyłem panującą modą, na niejednym teledysku można zobaczyć przecież rapera w błyszczącym czepku, niekoniecznie jednak do pływania i niekoniecznie różowym, ale przecież moda ewoluuje i ubiory też. Z kolejnymi kilometrami było jednak gorzej. Podczas postoju na jednym z głównych przystanków jeden z pasażerów zaczął krzyczeć. Młody ojciec z dzieckiem w wózku miał pretensję do wszystkich, że zamiast poczekać i dać mu wysiąść to wsiadają. I nie było to takie sobie zwykłe wrzeszczenie, był to spowodowany stresem atak wściekłości, bezradny i niekontrolowany. Uff, jedziemy dalej. Kilka kilometrów (i śmierdzących bezdomnych) dalej do autobusu wsiada Jegomość Wyjątkowy. Na głowie otwarty kask motocyklowy, na nosie pomarańczowe okulary do stolarki, a w ręku flaga Stanów Zjednoczonych. Przygotowanemu na termojądrową zagładę patriocie nie straszne oślepiające światło rozszczepianego atomu. W porządku, teoria mocno naciągana, powiedzcie mi jednak jaki mógł być inny powód jego ubioru?

Pół roku temu widziałem w kinie w San Francisco “Blue Jasmine”. Spodziewałem się typowej dla Woody’ego Allena komedii pełnej dystansu i błyskotliwych żartów. Z seansu wyszedłem znerwicowany, podobnie jak główna bohaterka i setki mieszkańców “białego miasta”, których widać na ulicach jak gadają do siebie i krzyczą na innych.

O ile my wszyscy, Europejczycy i Amerykanie należymy do tak zwanej cywilizacji zachodniej, to jednak w mentalności wielu Amerykanów jest coś wyjątkowego. Jeszcze nie wiem jak to nazwać i z czego to wynika, obiecuję jednak że przy następnej wizycie u Wujka Sama się dowiem i o tym napiszę. Nie zrozumcie mnie jednak źle, bo o ile dziś piszę o negatywnych cechach to też zdążyłem się już wielokrotnie przekonać, że kraj ten pełen jest otwartych i postępowych ludzi.

Tags

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA
Reload the CAPTCHA code

30 + = 33

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>