“Tequila Oil, Czyli Jak Zgubić Się w Meksyku” – Komentarzo-recenzja książki Hugh Thomsona

Untitled 2

Tym razem o książce, która nie tylko zachęci do podróżowania, ale i być może podpowie jak robić to w odpowiedni sposób. Traf chciał, że “Tequila Oil…” wpadła w moje ręce na krótko przed zeszłorocznym wyjazdem na Burning Mana, po którym to miałem wreszcie pojechać do długo wyczekiwanego Meksyku.

“Tequila Oil, czyli jak zgubić się w Meksyku” to zapis odbytej pod koniec lat 70-tych podróży, kiedy to autor jako 19-letni brytyjski punkowiec przylatuje do Stanów Zjednoczonych, kupuje używany samochód i z zamiarem korzystnej sprzedaży w Belize wyrusza na południe. Chęć zarobku to tak naprawdę tylko pretekst do wyznaczenia celu na mapie, a główną motywacją jest poznanie kawałka świata i poczucie odrobiny wolności.

Zamachnąłem się i z impetem wyrzuciłem tę cegłę przez okno. Widziałem w lusterku, jak książka ląduje na szosie i się rozpada, a wiatr niesie cieniutkie strony po pustkowiu. Chciałem być zdany tylko na siebie – i teraz już byłem.

Mowa tu o przewodniku po Ameryce Łacińskiej i to jest właśnie podejście, które lubię. W czasach nieprzyzwoitej popularności przewodników Lonely Planet okazuje się, że turyści podróżują tylko do tych samych oklepanych miejsc, obdzierając je z autentyczności i tym samym pozbawiając się przygody. Sam też jestem winien, a doświadczenie pokazuje że im mniej przewodników, tym więcej spontaniczności i przyjemności z podróżowania. No i mniejszy ciężar na plecach.

Sex, Drugs & Rock’n’Roll

Przygód w Meksyku autor zaznał aż nadto, a część z nich wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Za brak reporterskiej rzetelności ścigał nie będę, w książce znajdziemy za to wiele ciekawych referencji podróżniczych czy choćby żywe opisy miejsc, a sama lektura ma duże szanse stać się inspiracją do odbycia podróży nie tylko po Meksyku. Mnie najbardziej zachęciła do zobaczenia miasta Belize i uwiecznienia go na krótkim filmie. Pierwszy raz też spotkałem się w tego typu pozycji z ogromną ilością odniesień do popkultury, autor przemierza bowiem meksykańskie pustkowia w rytmach m.in. The Clash, Grateful Dead i Quicksilver Messenger Service.

“Tequila Oil…” to jednak nie tylko imprezy, luzacki styl i rockowe riffy. Ta pełna humoru i zdrowego dystansu do życia opowieść uczy, że podróż nie musi mieć planu, a najważniejszym jej celem może być po prostu droga sama w sobie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA
Reload the CAPTCHA code

+ 36 = 43

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>