Sztuka Podróżowania, Przygody i Cierpienia, Czyli Pięciodniowa Podróż do Kolumbii

1742819_825862784100435_604281212_n

NONKONFORMISTYCZNE PODRÓŻE NA TRASIE POLSKA – KOLUMBIA

Pięciodniowa odyseja do Medellin w Kolumbii dobiegła końca. Ostatnie kilka dni to zdrowa dawka szaleństwa, kilka fajnych przygód i za mało czasu na sen. Gdzieś tam po drodze zwiedzałem Szczecin, później Kopenhagę, w międzyczasie jechałem trzema autobusami, jednym pociągiem i podobnie jak pół roku temu, przepłynąłem Bałtyk promem. Na Florydzie wypożyczyłem samochód, pojechałem na Key West, co okazało się doświadczeniem nie tyle fascynującym, co pouczającym – na sławnym amerykańskim archipelagu nie znalazłem bowiem nic dla siebie. No może poza morzem, ale to można znaleźć także poza Stanami, a tak naprawdę wystarczy wsiąść w samolot i polecieć na Karaiby, gdzie nie będzie tylko taniej, ale i ciekawiej… no i nie tak amerykańsko.

NIE CHCEMY ZDJĘĆ, BO TUTAJ HASZ JEST WSZĘDZIE

Kopenhaga przypomniała mi za to, jak fajnie jest w Europie i ile ten kawałek świata ma do zaoferowania. Po krótkim pobycie w Danii zacząłem się dobrze zastanawiać, czy może nie powinienem w końcu pojechać na trochę dłużej do Skandynawii. No i wreszcie dotarłem do Christianii, sławnej dzielnicy cechującej się autonomią i specyficznym stylem życia mieszkańców. Hipisowska atmosfera tego miejsca potęgowana jest przez chmury dymu wydobywające się z ogromnych skrętów palonych przez miejscowych i turystów, a u samych palaczy dominują tajemnicze uśmiechy, przymrużone oczy i “miękki chód”. Zdjęć z Christianii nie mam żadnych, bo miejscowi wyraźnie ich sobie nie życzą. Dookoła porozstawiane są własnoręcznie wykonane znaki przypominające o zakazie, a cytując jednego z miejscowych: “Nie chcemy zdjęć, bo hasz jest tutaj wszędzie”.

PRZYSZŁOŚĆ CHRISTIANII

Trzy godziny później wsiadłem do samolotu, a po kolejnych dziesięciu lądowałem już w Fort Lauderdale na Florydzie. W kolejce do odprawy celnej poznałem Duńczyka, który szybko zweryfikował moją opinię na temat Christianii. Wiktor zwykł często odwiedzać to miejsce, jednak dziś już tego nie robi, bo jak twierdzi Christianią rządzi gang handlarzy narkotyków. Nikt z zewnątrz Christianii nie kontroluje, tamtejsza policja przymyka oczy na to co dzieję się za bramą hipisowskiej enklawy, a oprawczym rządem stali się sami “Christianijczycy”. Nie z dziada-pradziada, a napływowi, szukający okazji do zajęcia swojego miejsca na czarnym rynku bezwzględni gangsterzy.

Christnianię niszczy to, co ją pierwotnie zbudowało: wolność, brak zasad i dostęp do narkotyków. I uwaga, będzie dygresja, bo historia Christiani przypomina trochę popkulturę, która wchłania i trawi wszystko co niezależne, piękne i nowatorskie. Maszyna z jednej strony dla głodnych rozrywki produkuję lekką strawę, a z drugiej wydala wielką zieloną kupę (dolarów) wprost na tych, którzy i tak by nie byli w stanie wymyślić czegoś fajnego.

CO DALEJ?

Jestem w Medellin i po sześciu miesiącach pobytu w Polsce zaczynam odkrywać Kolumbię na nowo. Wszelkie wątpliwości, które wcześniej miałem zaczynają znikać i nareszcie zaczynam “czuć” to miejsce. Pojawiają się odpowiedzi na pytania, które sobie wcześniej stawiałem, Kolumbijskie zamieszanie powoli przeobraża się w spójną i logiczną układankę o czym napiszę już za kilka dni.

Co dalej? W przyszłym tygodniu zaprzęgam motor i wyruszam dalej, mniej lub bardziej bezpośrednio na południe. Zobaczymy gdzie mnie tym razem poniesie. Jak już opanuję te wszystkie nowe technologie, które nabyłem na Florydzie, to na blogu będzie pojawiało się też więcej różnych mediów, ruchomych obrazów, dźwięków i w ogóle. Tyle spraw organizacyjnych, a od dziś jadziem znów z koksem*, czyli przygód Bakpakisty ciąg dalszy. Gorąco zapraszam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA
Reload the CAPTCHA code

+ 37 = 43

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>